- Monachomachia
- Pan Tadeusz
- Kordian
- Zemsta
- Wesele
- Dwie Drogi
- Listy z Podróży do Ameryki
- W Pustyni i Puszczy
- Hania
- Na Polu Chwały
- Zagłoba Swatem
- Wie pan co?
- Co? - spytałem, ciekawy jego wrażeń.
- Ot, ja myślę, czybyśmy się koniaku nie napili. Wieczór chłodny.
Mimo woli przyszedł mi na myśl wierszyk, który kilkanaście lat temu powtarzał mój profesor łaciny, gdy mimo usiłowań z jego strony woleliśmy dawać sobie prztyki w uszy, niż zachwycać się pięknościami Horacjusza:
Cóż po muzyce tępym osłom w stajni!
Graj im na lutni: tańczyć niezwyczajni.
Swoją drogą, tak trzeźwy, lubo mający związek z koniakiem, pogląd okiełznał rozbieganą moją wyobraźnię.
- Dziękuję za koniak - odpowiedziałem - uważam jednak, że pan zdrowo na rzeczy patrzy, i winszuję panu tego szczerze.
- A cóż to? - odrzekł wskazując na oblaną światłem księżyca katedrę - martwy kapitał i nic więcej!
- Przyjm pan moje gorące uznanie i zarazem dobranoc panu!
Zostałem znowu sam, ale po chwili wszedł ów dżentelmen z jasną brodą, z którym, według pierwotnego planu, miałem się zjechać w Bremie.
Wyznaję, że byłem trochę zmęczony, przejechawszy bez wytchnienia drogę z Warszawy do Kolonii, i miałem szczerą chęć przenocowania w Deutz. Byłbym nawet objawił głośno tę chęć mojemu dżentelmenowi, ale on, domyślając się widocznie, o co idzie, uprzedził mnie i rzekł ironicznie: