- Monachomachia
- Pan Tadeusz
- Kordian
- Zemsta
- Wesele
- Dwie Drogi
- Listy z Podróży do Ameryki
- W Pustyni i Puszczy
- Hania
- Na Polu Chwały
- Zagłoba Swatem
Skwater dorzucił wiązkę suchych laurów na ognisko.
- Przekleństwo na twój grzbiet i niech Bóg potępi twoją głowę! - rzekł po chwili.
- Blisko? - spytałem go ukrywając z trudnością wrażenie i mimo woli sięgając ręką po karabin.
- Nie! Ze dwa lub trzy tysiące jardów - odparł - ale głos rozchodzi się nocą po skałach, jak gdyby to było blisko. Znam cię, piekielna!
- Cóż to za bydlę ryczy?
- Silver lion (puma). Biedny mój Ren!
Nalałem po raz trzeci brandy do herbaty Dżakowi, sobie i Neblungowi. Potem wypytywałem o dzieje pumy i Rena.
- Do you see, Jack? (Czy widzisz, Dżak?) - przerwał Neblung - jacy ci podróżnicy ciekawi.
Wszystko to będzie opisane, Dżak! i twój Ren będzie opisany w newspapers!
- You are a mocking bird (ty jesteś przedrzeźniacz), Max - odrzekł skwater czyniąc tym przezwiskiem przytyk do gadatliwości Neblunga. - Mówię: biedny mój Ren, i nie pocieszyłbym się, chociażby "Herald" umieścił o nim artykuł. Pies ten, sir - rzekł zwracając się do mnie - przyszedł ze mną tu aż z Luizjany, skąd jestem rodem. Był to zacny pies: odważny i silny! Dwa tygodnie temu ta piekielna, która dopiero co ryczała, sprzykrzywszy sobie jelenie mięso podeszła nocą do korallu, w którym trzymam moje kozy. Ten hoodlum (łobuz, nicpoń) - mówił ukazując wielkiego brytana siedzącego przy ogniu - zwietrzywszy ją schował się w mech pod namiot, Ren zaś, choć mniejszy, rzucił się ku niej jak szalony. Porwałem zaraz za karabin, ale nim wybiegłem z namiotu, usłyszałem jej ryk i krótkie skowyczenie Rena. Strzeliłem w powietrze na strach, potem biegłem mu na ratunek z rewolwerem i z bowie-knife, ale już było za późno. Puma zemknęła, Ren zaś miał wydarte wnętrzności i zgruchotany grzbiet: nogi mu tylko jeszcze drgały...