- Monachomachia
- Pan Tadeusz
- Kordian
- Zemsta
- Wesele
- Dwie Drogi
- Listy z Podróży do Ameryki
- W Pustyni i Puszczy
- Hania
- Na Polu Chwały
- Zagłoba Swatem
Z taką więc ciszą i z taką powagą
Wejdziemy niegdyś w elizejskie bory...
Uroczysty ów pochód przerwał dopiero głos Indianina mówiący cicho:
- "Blada twarz" nie może przejść umarłego lasu.
- Czy daleko ciągnie się na wschód?
- Słońce trzy razy przeszłoby od gór do wielkiej wody, zanimby "blada twarz" mogła przejechać umarły las na najszybszym koniu.
- Nie chcę go też przejść całego, ale niech Pero powie mi jeszcze: czy też przebył go kto aż do gór dawniej?
- Dawniej? Nie. Czerwoni nie mieszkali tu nigdy, bo na Mohave nie ma wody i zwierząt.
Koń i jeździec musi tu umrzeć. Czerwoni mieszkali niżej (tu ukazał ręką w kierunku Los Angelos),
w górach, gdzie rosną drzewa, i co wiosna jeździli na bawoły na drugą stronę. Tam step pokryty jest trawą.
- A teraz nie jeżdżą już?
- Teraz ich nie ma. Nastała chwila milczenia. - Czy to byli bracia Pera? - spytałem po chwili.
- Nie.
- Jakże się zwali?
- Mohave.
- A bracia Pera?
- Cahuijja.
- Ci są jeszcze?
- Wigwamy ich stoją rozrzucone w górach na południu, ale niewiele jest już wigwamów.
Dawniej mieszkali aż do granic Mohavów. Tam, gdzie dziś stoją kamienne wigwamy "bladych twarzy" (Los Angelos), tam było wielkie pole (obóz). Ale dziś Cahuijja nie mieszkają już tam od dawna.