Ksiêgarnia Jêzykowa | Zarz±dzanie Projektami | Hi Tec | prezent dla ¿ony | Skarga Kasacyjna     IDEN:
Reklama
WJXGVYM WQYJPVM WQJZKZM WJKKQXM WQBXZZM

XIII. SZKICE AMERYKAŃSKIE

Przybycie do Percy. Wybrany kanion. Wozy, konie i muły. Karawana. Przewodnicy. Pierwsi Indianie iIndianki. Przybycie komisarza indyjskiego. Obietnice ze strony Utów. Regulamin wyprawy. Naczelnik obozowy i jego obowiązki. Naczelnik myśliwski. Lewa Ręka. Mówka Lewej Ręki. Wieczerza u Irlandczyka. Pierwszy nocleg na wozie. Przyjaciel Ward. Ciągłe kłótnie. Naczelnik Woothrup. Inni towarzysze. Ranek. Zaprzęganie mułów. Sposób ruszania z miejsca. Metysowie: Smith i Bull. Góry Słodkiej Wody (Sweet Water Mts.). Północne Widły Platty. Czarne Góry (Black Hills). Posępny widok Czarnych Gór. Kierunek Północnych Wideł. Sąsiedztwo wody. Zarośla. Pierwszy strumień. Antylopy. Pierwszy strzał. Lunch. Nocleg na stepie. Wybór miejsca. Muły. Chwile trwogi. Straże. Stampedy indyjskie. Jak kradną muły i konie? Obozowisko widziane z ciemności. Myśli o Europie. Nawoływania straży. Sen ze zmęczenia. Przebudzenie. Jednostajne dnie. Boczne kaniony. Nieobecność ptaków. Kaniony kalifornijskie i Wyomingu. Zniechęcenie. Zły humor Lewej Ręki. Ryś. Drugi ryś i ruch lassa. Unikam walki noży. Bowie-knife i sposoby używania go. Zwierz fixed. Placówka indyjska. Ślady Indian. Alarm w obozie. Obawa stampedu. Rady starego strzelca.Noc na straży. Próżna trwoga. Ślady bawołów. Pierwszy bawół. Wypadek naczelnika karawany z niedźwiedzicą. "Fałszywy koniec" drzewa. Pochwytany niedźwiadek

Zamiarem naszym było spolować obszerny kanion ciągnący się między dwoma równoległymi pasmami Gór Słodkiej Wody (Sweet Water Mts.). Kanion ten nosi nazwę kanionu Północnych Wideł Platty, środkiem jego bowiem płynie rzeka tegoż nazwiska (North Fork of Platte R.). Improwizowany naczelnik naszej wyprawy, M. Woothrup (Uutropp), wysłał poprzednio list polecający go do p. Mac Clell, komisarza rządowego rezerwacji indyjskiej Utów, do których należy kanion wspomniany, pan Mac Clell zaś miał porozumieć się z naczelnikami indyjskich wojowników i wyrobić nam nie tylko prawo bezpiecznego pobytu, ale i wszelką pomoc z ich strony. Przy pieniądzach, jakie rozrzucali na wszystkie strony moi towarzysze, wszystko, z początku przynajmniej, szło i łatwo, i składnie. Przybywszy do Percy, stacji leżącej nad North Fork of Platte R., zastaliśmy już wszystko przygotowane. Wozy dla nas wraz z mułami i końmi wierzchowymi nadeszły z Cheyenne. Do każdego wozu przydany był mulnik, razem więc sześciu mulników do sześciu wozów, nie licząc dwóch przewodników Metysów: Smitha i Bulla, oraz starego strzelca zwanego Left Hand (Lewa Ręka, mańkut), którego prawdziwego nazwiska nie mogłem się dopytać, ale z którym zaprzyjaźniłem się wielce od razu. Gdym wyszedłszy z wagonu przypatrzył się wozom i całemu stadu mułów przeznaczonych do ich ciągnienia (po ośm do wozu, prócz zapasowych), sądziłem, że jedziemy zakładać jakie nowe miasto na pustyni. Wozy te, ogromne, na ciężkich kołach wyrobionych z niezmiernie twardego drzewa hicoro są to prawdziwe domy. Dachy ich, kryte matami i grubym pasiastym płótnem pitsburskim, stanowią wyborną ochronę od deszczu, śniegu i wichru. Wnętrza mogą pomieścić do dziesięciu osób. Zapasy żywności, składające się z suszonego mięsa, sucharów, ryżu, puddingów, wina i wszelkiego rodzaju konserwów, były wystarczające na kilka miesięcy, zwłaszcza że mogliśmy je odnawiać świeżą zawsze zwierzyną. Mieliśmy także potężną ilość wódki i tytoniu, dwóch artykułów najwięcej cenionych przez Indian. Siedzenia wozów przeznaczonych nie na zapasy, ale na noclegi, wysłane były skórami bawolimi, z których jedna miała służyć za materac, druga za kołdrę. Niepodobna też wymyśleć przykrycia bardziej ciepłego i bardziej ochraniającego od wszelkich zmian atmosferycznych. Wybieraliśmy się, w całym znaczeniu tego słowa, dostatnio i wygodnie. Wozy były ustawione już na stepie w dobrym porządku - tylko zaprzęgać i jechać, muły i konie wierzchowe stały tuż obok dworca kolejowego w ogrodzeniu, pod nadzorem mulników - gdy tymczasem przewodnicy nasi, Metysowie, kręcąc się tu i ówdzie, po raz ostatni przepatrywali, czy wszystko jest w dobrym porządku.