- Monachomachia
- Pan Tadeusz
- Kordian
- Zemsta
- Wesele
- Dwie Drogi
- Listy z Podróży do Ameryki
- W Pustyni i Puszczy
- Hania
- Na Polu Chwały
- Zagłoba Swatem
Rzeczy nasze miały być nadesłane z hotelu. Jakoż zastaliśmy je już w sali dworca. Ogromna czerwona sala była zupełnie prawie pusta, słychać było tylko poważne: tyktyk wielkiego zegara wmurowanego w boczną ścianę. Urzędnik sprzedający bilety skracał sobie czas okręcaniem klucza na palcu, które to zajęcie pochłaniało całą jego uwagę. Pod ścianami stało paląc fajki kilku posługaczów. Po kupieniu biletów udaliśmy się do jednego z nich, ażeby nam pomógł wyekspediować rzeczy.
- Rzeczy już są na pociągu - odpowiedział ten dżentelmen.
- A kwit?
- Jaki kwit?
- Kwit od rzeczy.
Nie mogliśmy się porozumieć. Wreszcie posługacz wyprowadził nas na platformę i pokazał
nam nasze kufry stojące spokojnie w wagonach, a gdyśmy nie poprzestając na tym żądali jeszcze kwitu, ruszył ramionami, mruknął: "Goddam!" i poszedł sobie zostawiwszy nas własnej przedsiębierczości.
Nie było co robić. Udaliśmy się do kasjera. I znów ten sam dialog:
- Prosimy o kwit.
- Jaki kwit?
- Kwit od rzeczy.
Kasjer ruszył ramionami i począł okręcać z nadzwyczajną uwagą klucz na palcu, nie spojrzawszy na nas więcej. Poszukaliśmy tedy konduktora.
- Prosimy o kwit.
- Jaki kwit?
- Kwit od rzeczy.
Konduktor ruszył ramionami; ja starałem się zachować wielkość duszy w nieszczęściu; jeden z towarzyszów moich począł wymieniać nadzwyczajne ilości beczek, karabinów i fur; drugi oświadczył sucho: że jeśli tak, to noga jego nie postanie więcej w tym kraju, czym byłby zapewne bardzo przeraził Anglików, gdyby go mogli byli zrozumieć. Następnie obaj spojrzeli na mnie, następnie ja spojrzałem na nich; następnie wszyscy trzej nie wiedzieliśmy, co robić.